Pechowy wyścig dla VERVA Racing Team

7/7/2013   |   Powrót

W tym roku Grand Prix Niemiec nie okazało się szczęśliwe dla VERVA Racing Team. Dzisiejszego wyścigu na torze Nurburgring nie ukończył niestety żaden z kierowców biało – czerwonego zespołu. Patryk Szczerbiński odpadł uderzony przez rywala, a Kuba Giermaziak musiał zakończyć jazdę po manewrze wyprzedzania.

To gorzkie zakończenie świetnie zapowiadającego się wyścigu. Kuba Giermaziak ruszał z trzeciego pola. Niestety już na starcie tylne koła zabuksowały i Polak musiał nadrabiać stracone pozycje. Polak nie poddawał się jednak i zaraz potem awansował na 5. Miejsce, po ostrym pojedynku z Michaelem Ammermuellerem. Następnie w błyskawicznym tempie odrobił stratę do Seana Edwardsa. Opóźnione hamowanie podczas ataku na Anglika rozpoczęło serię wydarzeń, które zakończyły się odwróceniem auta. Co prawda, po tym manewrze, Kuba wrócił do rywalizacji, ale odpadł, omijając innego rywala wracającego na trasę.

Patryk zakończył jazdę w pierwszym wirażu. Po świetnym starcie atakował rywali w pierwszym prawym zakręcie, kiedy na wyjściu na jego samochód wpadł, zepchnięty przez innego kierowcę, Christian Engelhart. Junior VERVA Racing Team znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Mocno uszkodzony samochód nie nadawał się już do jazdy.

Kierowcy VERVA Racing Team mają teraz trzy tygodnie, aby otrząsnąć się po najtrudniejszym weekendzie w historii polskiego zespołu. Szansa na rewanż pojawi się na, świetnie znanym polskim kibicom i zawodnikom zespołu, torze Hungaroring.

Kuba Giermaziak

„Po nienajlepszym starcie odzyskałem jedną ze straconych pozycji po pierwszych trzech zakrętach. Tempo było całkiem dobre, więc udało mi się wyprzedzić Michaela Ammermuellera. Jechałem na piątej pozycji, za Seanem Edwardsem. Szybko doganiałem czołówkę, bo samochód sprawował się bardzo dobrze aż do momentu, gdy zaatakowałem Seana. Zahamowałem trochę za późno, przez co zablokował się lewy tył. Od tamtego momentu już tylko ratowałem się, żeby w niego mocno nie uderzyć. Samochód się obracał, a ja zahamowałem jeszcze mocniej, żeby nie wyrzucić z toru Edwardsa. Sam obróciłem się. Nie mogłem wrzucić pierwszego biegu. Auto po prostu nie chciało ruszyć. Zaraz potem napotkałem kierowcę, który wracał na jezdnię po wypadnięciu na trawę. Próbowałem go ominąć, ale miałem brudne opony. Poza tym coś już było nie tak z geometrią kół, bo kierownica była skręcona o 45 stopni w prawo. W tym momencie zakończył się dla mnie wyścig. Teraz muszę szybko zapomnieć o tym, co się tu wydarzyło. Takie są wyścigi. Dobrze, że teraz jedziemy przynajmniej na tor, który też lubię. Testowaliśmy już w tym roku w Budapeszcie. Jestem więc dobrej myśli”.

Patryk Szczerbiński

„W końcu miałem bardzo dobry start. Przed pierwszym zakrętem wyprzedziłem już Christiana Engelharta, który ruszał dwa pola przede mną i pojechałem po zewnętrznej, co też powinno poprawić moją pozycję. Kiedy wychodziłem z zakrętu, dostałem mocne uderzenie w prawy tył. Pękła felga, zeszło powietrze i dalsza jazda była niemożliwa. Niestety wszystko skończyło się w pierwszym zakręcie. Jest mi przykro z tego powodu, ale kolizja nie była moją winą i nie mogłem za bardzo nic zrobić, aby jej uniknąć. Takie są wyścigi. Teraz jedziemy do Budapesztu w nadziei, że taka sytuacja się nie powtórzy i będę mógł pojechać dobry wyścig. Testowaliśmy ostatnio na Hungaroring. Uważam, że nasze ustawienia na ten tor są bardzo dobre, co daje nadzieję na zadowalający rezultat. Nie poddajemy się”!