Pechowy wyścig VERVA Racing Team

25/8/2013   |   Powrót

Prowadzić od startu do ostatniego okrążenia, aby stracić zwycięstwo w wyniku awarii samochodu - to dla kierowcy wyścigowego najgorszy możliwy scenariusz. Taki właśnie los spotkał Kubę Giermaziaka w wyścigu o Grand Prix Belgii. Polak w wyniku awarii samochodu stracił niemal pewną wygraną.

Szczęście było bardzo blisko. Jeszcze wczoraj po kwalifikacjach, Sean Edwards gratulując kierowcy VERVA Racing Team zdobycia pole position przyznał, że nie był w stanie przejechać równie szybkiego okrążenia na torze Spa. Dziś, po doskonałym starcie Kuba Giermaziak obronił prowadzenie, a potem szybko wypracował ponad trzysekundową przewagę, którą bez problemu utrzymywał, kontrolując stawkę aż do ostatniego okrążenia. Jednak na końcowych metrach w jego Porsche zepsuła się skrzynia biegów. Tempo jazdy znacznie spadło i do mety polski kierowca dojechał na 11. pozycji.

Także Patryk Szczerbiński wyścig na torze Spa-Francorchamps może zaliczyć do pechowych. Młodszy kierowca zespołu VERVA Racing Team zjechał do alei serwisowej na kilka okrążeń przed metą. W wyniku kolizji z rywalem, w samochodzie Polaka pękła chłodnica i dalsza jazda nie była możliwa. Szansa na rewanż nadarzy się już za dwa tygodnie, podczas ostatniej europejskiej rundy Formuły 1 oraz Porsche Supercup - Grand Prix Włoch na torze Monza.

Kuba Giermaziak:

„Aż do ostatniego okrążenia był to znakomity wyścig w naszym wykonaniu. Wszystko było pod kontrolą. Byliśmy zdecydowanie najszybsi i zwycięstwo było w zasadzie w naszych rękach. Do końca starałem się trzymać wysokie tempo, ale równocześnie zachować ostrożność i kontrolować sytuację. Dlatego byliśmy praktycznie pewni wygranej. Jednak po pierwszym sektorze ostatniego kółka skrzynia biegów odmówiła posłuszeństwa. Utknęła na trzecim biegu. Włączyłem tryb awaryjny, specjalny system, który zdejmuje wszystkie blokady ze skrzyni, ale to nie pomogło. Zdążyłem nawet wyłączyć i włączyć samochód, ale nawet restart nic nie dał. Udało mi się wrzucić jeden bieg i na nim dojechałem do samej mety”.

Patryk Szczerbiński:

„Po kwalifikacjach wierzyłem, że będzie lepiej. Start miałem dobry, awansowałem o jedną pozycję i trzymałem dobre tempo. Na zakręcie numer pięć chciał mnie wyprzedzić Sebastiaan Bleekemolen. Atakował po zewnętrznej, ale mu się nie udało. Na następnym wirażu zostałem uderzony w tył, przez co straciłem dwie pozycje i musiałem znów gonić rywali. Odzyskałem jedno miejsce i znów jechałem za Bleekemolenem. Na jednym z zakrętów, w wyniku kontaktu uderzył bezpośrednio w przód mojego samochodu. Pękła chłodnica w moim Porsche, przez co traciłem wodę i musiałem wycofać się z wyścigu”.